O mnie
Cześć, jestem Paula
- pomysłodawczyni, twórca i wydawca Kalendarza Stylistki oraz mojej drugiej marki Kalendarzy Niezapominajek.
Jeśli:
– kupowałaś zeszyty do szkoły już w lipcu,
– wąchasz każdą nową książkę,
– masz notatniki zbyt piękne, żeby w nich pisać,
– a Twoje ulubione perfumy mogłyby nazywać się „Księgarnia”…
…to znaczy, że znamy się na tyle dobrze, że już nic więcej nie musiałabym pisać.
(ale napiszę, bo pewnie - podobnie jak ja - bardzo lubisz czytać)
Z wykształcenia i zamiłowania jestem architektem krajobrazu i umiem całkiem nieźle w ogrody. Oprócz przydomowych ogrodów mam na koncie kilka całkiem poważnych, często zabytkowych projektów, z których jestem niesamowicie dumna. Od dziecka mam nosa (czy oko?) do detali i dlatego obecnie znam prawie wszystkie nazwy polskie i łacińskie roślin w Polsce. Czasami straszę dzieci Jasnotą Białą, bo one myślą, że to pokrzywa ;)
Jestem Millenialsem, więc pamiętam świat przed internetem i do teraz czuję pewien pociąg do ogromnych kałuż i trzepaków. Jak każdy Millenials jestem trochę zagubiona, trochę nostalgiczna i z niedowierzaniem odkrywam, że jesteśmy tym pokoleniem, które obecnie jest odpowiedzialne za losy świata (brzmi przygniatająco i takie jest).
Od dziecka fokusuję się na dziesiątkach różnych rzeczy, dlatego m.in.:
- byłam zafiksowaną fanką Małysza, płakałam po zwycięstwach i porażkach, a zawody oglądałam w nartach
- kochałam bezgranicznie obój, skończyłam dwie szkoły muzyczne, zaniosłam do domu pół wrocławskiej fonoteki (to taka biblioteka z płytami CD ;) i podczas studiów przynajmniej raz w tygodniu byłam na koncercie w filharmonii
- wysłałam kiedyś anons do Telezajączka (to był taki internet w wersji beta ;), że interesuję się kaligrafią, tajemnicami Dolnego Śląska, UFO i FengShuI i szukam przyjaciela do korespondencji - dostałam ponad pięćset listów, na które nie byłam w stanie odpisać (babcia miała mi pomóc, ale po latach przyznała się, że je spaliła :P)
- oprócz tego kolekcjonowałam ozdobne papiery toaletowe, stepowałam, trenowałam taniec brzucha, uczyłam się esperanto i robiłam wiele innych, niepotrzebnych nikomu rzeczy
Jestem bardzo wrażliwa i łatwo się wzruszam - czasami płaczę nawet na reklamie szynki. Nie lubię, kiedy ktoś mówi, że jego największą wadą jest perfekcjonizm - bo to tak, jakby nie potrafił powiedzieć o sobie nic prawdziwego. Nie dogaduję się z mężem w sprawie robienia kanapek, ponieważ u nas (na Dolnym Śląsku) skibka to koniec chleba a kromka - środek, a u niego, w Bydgoszczy - zupełnie na odwrót.
Za największy przywilej i sukces w moim życiu uważam fakt, że posiadam dwóch cudownych synów i kochającego męża. Moje całe życie prowadziło mnie właśnie ku nim i jestem w punkcie, w którym mogłabym zostać na zawsze.
Skąd wziął się pomysł na Kalendarz Stylistki?
Pomysł na Kalendarz Stylistki narodził się bardzo prosto - z potrzeby.
10 lat temu zostawiłam swoją firmę projektową i wyjechałam za granicę: najpierw sprzątałam pokoje hotelowe w Wielkiej Brytanii, później robiłam kanapki w niemieckim McDonald’s. W międzyczasie zaczęłam pracować jako stylistka rzęs i paznokci.
Klientki mogłam przyjmować tylko wieczorami i w weekendy - i właśnie wtedy odkryłam, że praktycznie nie istnieją kalendarze stworzone dla branży beauty. Wszystkie kończyły dzień o 18:00, a weekendy traktowały jak margines życia.
Nie znalazłam odpowiedniego kalendarza, więc postanowiłam zaprojektować własny.
Ten pierwszy egzemplarz był daleki od ideału, ale mimo to znalazły się dziewczyny, które chciały go kupić. Dzięki pierwszej edycji kupiliśmy wyprawkę dla naszego syna.
A później wszystko potoczyło się szybciej, niż mogłam sobie wyobrazić.
Z roku na rok ta mała, tworzona przy kuchennym stole marka trafiała do coraz większej liczby kobiet, a zamówienia wracały regularnie wraz z początkiem nowego sezonu. Z czasem do kalendarzy dołączyły kolejne papiernicze produkty, pojawiła się druga marka, a nasza mała działalność zamieniła się w prawdziwą rodzinną firmę.
Dzisiaj sami projektujemy, pakujemy i wysyłamy tysiące produktów rocznie - nadal z tą samą uważnością na detale i poczuciem, że za każdym zamówieniem stoi konkretna osoba, która wybrała właśnie nas.
Do dziś trudno mi uwierzyć, że coś, co zaczęło się od jednego prostego pomysłu i potrzeby, stało się częścią codzienności tylu cudownych kobiet. Jestem za to ogromnie wdzięczna - bo tak naprawdę ten kalendarz nigdy nie był tylko „mój”. Od początku tworzymy go razem.